Halina, 40 lat (bezsenność)

U mnie, terapia EEG nakierowana była przede wszystkim na walkę z bezsennością. Chorobliwą wręcz. Łatwiej było mi bowiem wyliczyć ile dni w miesiącu spałam, niż te przesiedziane przed telewizorem, komputerem, czasem również spędzone na sprzątaniu czy myciu naczyń. Terapia miała być ostatnią próbą walki, przed pójściem do lekarza psychiatry po leki nasenne. Początki terapii nie wniosły wiele, aczkolwiek nauczyły mnie wyciszania się – bez gonitwy myśli, zastanawiania się o czym zapomniałam, czego nie zrobiłam, jakie mam jeszcze zaległości. Tak mniej więcej po 8-9 seansie zaczęły „pojawiać się” senne noce. I tu, według mnie, ważne wyjaśnienie – wcześniej w tych bezsennych okresach, nawet gdy spałam, Morfeusz przychodził jak przysłowiowy grom z jasnego nieba. Ranna pobudka była niczym wychodzenie z głębokiej studni. Wstawałam i byłam samo zmęczona jak wieczorem, gdy się kładłam. Przy terapii, zaczęła się pojawiać stopniowa senność. Po raz pierwszy od wielu miesięcy, a może i lat, ranne pobudki nie były tak ciężkie. Zaczęłam się budzić w miarę rześka, a co najważniejsze – z poczuciem, że spałam, że choć trochę wypoczęłam. Teraz, owszem, budzę się w nocy, ale szybko zasypiam na powrót. Wcześniej takie nocne wybudzenia skutkowało kilkugodzinnym przewracaniem się po łóżku. Współpracownicy mówią, że przy okazji wyciszyłam się, nie próbuję walczyć z czymś, na co nie ma wpływu. (07.04.2016r.)
Po zakończonej terapii:
Ale nie to jest najważniejsze, tylko sen. Zrozumie to jedynie drugi, który zna ból głowy i otumanienie po kilku bezsennych nocach z rzędu. Miałam okresy, kiedy przez 3-4 tygodnie budziłam się każdej nocy o jednej godzinie, co do minuty. Powszechnie dostępne środki nasenne były jak cukierki.
Owszem, teraz czasem budzę się i przewracam na łóżku, ale nie jest to już pięć-sześć godzin, jak bywało to wcześniej. Teraz, jest to najwyżej godzina. Kiedyś miałam magiczną granicę, która była nie do przekroczenia. Nie mogłam położyć się później niż o 21-21.30, bo w ogóle nie zasnęłam. Teraz nie jest to już takim kłopotem, bo nawet jeśli jest to późna pora, to po kilku-kilkunastu minutach “kręcenia się” po łóżku, zasypiam.
Sama terapia jest bardzo przyjemna – taki prawdziwy półgodzinny relaks, bez myślenia o czymkolwiek ważnym, a jeśli już, to o sprawach bez większego znaczenia. Najfajniejsze – budowanie domów za pomocą i tylko wyłączenie myślenia.

16.06.2016 r.

Halina, 40 lat (bezsenność)